Cały ranek relacjonowałem na Blipie wędrówkę 1 Antyharcerskiej Drużyny Wędrowniczej na trasie: Biedronka-dalej_się_zobaczy-wpadniem_do_znajomych-może_kto_podrzuci-jak_nie_to_gnojownia. Ogólnie muszę powiedzieć, że jak na 1 ADW było nudno, choć w perspektywie codziennego dnia lub, co gorsza, dnia na mieście, było świetnie. Jednak nie wydarzyło się nic, co można nazwać jakąkolwiek przygodą i opowiedzieć jako anegdotę na imieninach cioci. Stąd też dziwny tytuł – z braku lepszego.
Zacznę od powiedzenia, dlaczego było nudno. A dlatego, że:
1. Nikt nie wpadł do rzeki, nie padł w błoto, nie wlazł w krowi placek (dotychczas było to normą).
2. Nie zgubiliśmy się.
3. Znaleźliśmy tylko jedno nowe, ciekawe miejsce. Jednak i z tym można polemizować.
4. Nie zrobiliśmy z siebie głupków przed nikim (chyba…).
A teraz chronologiczna opowieść.
Maniek wczoraj powiedział, że mam u niego się stawić o 7:00. Oczywiście uznałem, że oszalał i poinformowałem go, że o 7:00 to ja mogę wstać. Źle mu powiedziałem, bo nie mogłem wstać. Na szczęście brat skutecznie metodą ciągnij_za_syrę-piszcz_do_ucha postawił mnie do pionu dopełniając dzieła budzika.
Miałem mu wysłać zgłoszenie do jakiegoś konkursu. Tak naprawdę mama mnie prosiła, bo zgłoszenie owszem, można wysłać, ale do comiesięcznego otrzymywania paczki za pobraniem (ponad 20 zł). Z tego to powodu wytłumaczyliśmy mu, że to loteria, zgłoszenia wysyła się mailem, a losowanie jest w lutym. Dobrze, że nie umie czytać.
Wysyłając maila, przeczytałem swoje – nawarstwiło się trochę przez te 2 dni ograniczonej aktywności. Rzuciłem okiem na trzy od dawna oczekiwane maile (w tym jeden z informacjami lekko nieświeżymi) i oddałem komputer bratu. Okazało się jednak, że mama strasznie ciekawa jest treści jednego z nich (marudziła, że za mało, stąd muszę się doinformować), więc musiałem wynegocjować z bratem ponowny dostęp do skrzynki, przeczytać, zanalizować i opowiedzieć kochanej rodzicielce. Ostatecznie wyszedłem, krótko przed 8:00. Wychodziłem godzinę, mimo, że cała moja toaleta polegała na umyciu zębów i przyklepaniu włosków. Pryszcze jeszcze nie wyskoczyły.
Na miejscu zbiórki była już cała reszta 1 ADW. Przyszedł czas na zakupy w Biedronce – taki drużynowy rytuał. Tylko ja miałem kasę… Już nie mam!
Zaopatrzywszy się w Colę Original, ciastka Pa Ruskie (mylnie podpisywane jako Paryskie) i czekoladę z orzechami, którą, nie wiem czemu, pakują tak, że z zewnątrz widać orzechy, a nie wzorek z tabliczki ruszyliśmy w kierunku Fabryki Mebli. Pod murami tego budynku (pisanego wielkimi ze względu na to, że to już właściwie nazwa własna) obmyślaliśmy event, rozważaliśmy egzystencję zająca i przekazywaliśmy sobie informacje na temat swoich rodzin (gdyby się skupić, to drzewo genealogiczne rodziny Mańka trzy pokolenia wstecz bym narysował).
No dobrze, ale już się nie rozdrabniając – torami i walącymi się barakami dotarliśmy do końca miasta. Tam Maniek zobaczył, że zaorano pole, które przez lata leżało odłogiem. Chwycił, więc za swój wykrywacz metalu i popędził po błocie. Mnie niestety (a może i stety biorąc pod uwagą koszta) wykrywanie całkowicie nie interesuje, choć nie powiem, że niektóre znaleziska Maniutka mnie nie ciekawią. Chwyciłem więc komórkę, wlazłem na górę i strzeliłem kilka fotek wrzucając dwie na Blipa.
Ogólnie w miejscu tym jest dość duży pagórek. Podchodząc pod niego widzimy tablicę kończącą Suwałki, zaś schodząc mijamy rozpoczynającą Małą Hutę. Nie dajmy się jednak zwieść nazwie. Z widoku z góry na obie miejscowości związki z krakowską Nową Hutą można przypisać Suwałkom. Podczas gdy po drodze do Małej Huty leży jedna z dwóch najbardziej uprzemysłowionych dzielnic miasta, to widok na samą wieś o wiele bardziej pasuje do Zielonych Płuc Polski. To miejsce nazwaliśmy dzisiaj linia asymetrii, bo pagórki rzeczywiście układają się w linii prostej i ciągną się dość długo jak na Suwalszczyznę.
Maniek obiecał mi pokazać miejsce z lepszym widokiem na wieś. Idąc machał sobie wykrywaczem, gdy niechcący natrafił na coś w ziemi. Wykopał guzik z kompanii pod dowództwem kogoś z rodziny cara. Jak mi wyjaśnił – wojskowi pod dowództwem kogoś z Romanowów mieli inne guziki. Takie właśnie znaleziska mnie interesują!
![P1010063 [800x600] Guziczek](http://niekubak.files.wordpress.com/2009/11/p1010063-800x600.jpg?w=300&h=225)
Przeszliśmy przez ścisłą wieś przy muzyce Akcentu lecącej z mojej komórki. Za zabudowaniami skręciliśmy, by Maniek sprawdził wąski, zaorany pas. Chwila minie i sprawdzi – myślę. A gdzieżby tam! Pas się skończył – zaczął się drugi, z drogi niewidoczny, bo zakryty drzewami. Ten prowadził do dużego pola, a ono do kolejnego pola. Łącznie wszystkiego jest tam, na oko, z 6 hektarów. Raj dla poszukiwaczy. Maniek znalazł kolejną rosyjską rzecz, ale i ja znalazłem coś ruskiego. Maniek znalazł carskie, ja już radzieckie. Maniek znalazł monetę bitą w roku powstania styczniowego, ja telewizor w częściach. Ale byłem z siebie dumny! Pobiłem Mańka w wyszukiwaniu fantów! Szkoda tylko, że kineskopu nie było, a sklejkowa obudowa przegniła.![P1010066 [800x600] Telewizor](http://niekubak.files.wordpress.com/2009/11/p1010066-800x600.jpg?w=300&h=225)
Co ciekawsze, między dwoma dużymi polami ktoś ustawił stolik, ławeczkę. Nawet śmietnik jest, choć pewnie etnograf jakby zobaczył co zrobiono z kufrem to by zawału dostał. Jest i oczko wodne wielkości wanny znajomej Mańka i ma nawet pomost!
Wymieniwszy kilka smsów z mamą, którą musiałem zapewnić, że nie ciągnę telewizora ze sobą (gdybym był rowerem, to bym to rozważał) dotarliśmy na dość duże, znajome pole. Któregoś razu nie mogąc wyjść na drogę biegaliśmy po nim. Teraz nie jest już obsiane, więc chodziliśmy całkiem swobodnie.
Miejsce pola – na górze, powyżej drzewostanu, między dużymi skupiskami leśnymi nad Kamionką (och jak zimną wodę ma w kwietniu, ale w tym roku wykąpię się w niej w marcu) i jeziorem Koleśnym, a Nową Wsią – spowodowało, że służba leśna ustawiła tu wieżę obserwacyjną. Obserwują z niej, w okresach suszy, czy las się nie pali.
Maniek znowu chodził ze swoim wykrywaczem, więc ja zacząłem obchodzić pole w celu znalezienia czegoś ciekawego. Nic nie widziałem poza dwiema sarnami, które na mój widok pierzchły na grunt po orce. Jaka szkoda, że widzieliśmy je jedynie przez ten czas, gdy zatrzymując się przemierzały 250 metrowy odcinek pola!
Gwoli dygresji – akurat sarny są trudne do obserwacji. Mieszkając od dziecka na Suwalszczyźnie tylko raz lepiej przypatrzyłem się temu wcale nie małemu zwierzęciu. Są mnogie, ale strasznie prędkie. Łatwiejsze do obserwacji są np. łosie. Wiosną zabieram 1 ADW na wypatrzoną przez mnie w październiku pozycję do obserwacji tych zwierząt. Niestety – na razie nie mam roweru.
Ale wracając do saren. Powędrowałem przez pole w kierunku, w którym uciekły. Tak, tak, dogoniłem je, złapałem za nogę. Noga grzęzła w ziemi do połowy buta. Ostatecznie dotarłem do wieży obserwacyjnej, na którą się wspiąłem. Stabilna konstrukcja, 4 metrowe bale, na których stoi odchylają się tylko o 5, góra 10 stopni od pionu. Saren z góry nie dojrzałem, ale za to okazało się, że świetnie widać stąd Park Wiatrowy Suwałki.
Wtedy zdarzył się cud. Włączam aparat, patrzę na ekran, a wiatraków… Nie ma! Patrzę w lufcik gołym okiem – są. Dawid Cooperfield przy moim Lumixie to jakiś tani iluzjonista dla dzieci. Dawid sprawia, że znikają pociągi, Lumix sprawia, że ginie najwyższy park wiatrowy w Polsce. Sfotografowałem za to, jak leśnicy sprawdzają, czy nie ma w pobliżu dymu.
![P1010071 [800x600] Palenie](http://niekubak.files.wordpress.com/2009/11/p1010071-800x600.jpg?w=300&h=225)
Właściwie to mogę już przejść do Nowej Wsi. Jedynym ciekawszym wydarzeniem po drodze było to, że Maniek znalazł całkiem dobrą latarkę. Wieczorem mnie poinformował, że nawet działa. Kobyła niestety mimo moich usilnych prowokacji olała mnie. A pyrkałem na nią i ichacha wołałem. Nic. Chyba zostanę, przy kobietach z gatunku homo sapiens.![P1010078 [800x600] Pole, pole...](http://niekubak.files.wordpress.com/2009/11/p1010078-800x600.jpg?w=300&h=225)
W Nowej Wsi spotkaliśmy się z kolegą. Pobiegaliśmy trochę po lesie i znalazłszy pod ściółką dziesiątki dzikich wysypisk śmieci pożegnaliśmy się. Wyruszyliśmy w kierunku Suwałk, ale zaraz przyjechał po nas tata Mańka. Ogólnie jak widać – wyprawa nudna. Może i są smaczki, ale nie ma przygody. Szkoda. Nadrobimy, następny weekend też mam wolny. Tym razem na pewno będzie się działo…
PS. Kilka zdjęć jeszcze powinienem tu wrzucić, ale słabo wyszły. Z drugiego aparatu może poszło lepiej. W ciągu najbliższego tygodnia będę aktualizował wpis.